Miesięczne Archiwa: Lipiec 2012

MAZURY CUD NATURY

Spełniając prośbę „MAŁGOSI” parę słów o Maratonie Mazury i moim w nim udziale. Idea biegania po mazurskich lasach uwiodła mnie od razu. Skoro dzięki wielkim, miejskim  maratonom promuje się wielkie, bogate miasta, to dlaczego mazurski maraton nie miałby promować takiego wspaniałego regionu Polski jakim jest Kraina Tysiąca Jezior? Jest się w końcu czym pochwalić i zdecydowanie, przy okazji, jest o czym mówić. Zaangażowałam się w ten pomysł od samego początku i z największą przyjemnością wsparła go również moja firma Pat&Rub by Kinga Rusin. Uznaliśmy, że jeżeli się promować to właśnie tu, na łonie natury.

Jeżeli coś wspierać i popierać to tylko aktywnie. Malina Ferenstein, czyli pomysłodawczyni i organizatorka imprezy ulitowała się nad trochę mniej wytrzymałymi biegaczami i przy okazji samego maratonu wymyśliła imprezę towarzyszącą, dla tych wszystkich, którzy kochają Mazury, czyli bieg na 10km szlakiem malowniczej Krutyni. 10km to ponad czterokrotnie krócej niż wynosi dystans maratonu, ale i do takiego wysiłku trzeba się jakoś przygotować, żeby wypaść godnie;-).

Bieganie nie należy do moich ulubionych sportów, ale faktycznie doskonale wpływa na formę i figurę, więc nie zastanawiałam się nad sensem biegania zbyt długo. Każdą formę  aktywności fizycznej konsultuję z moim rehabilitantem i tak też było tym razem. Szczęśliwie Szczepan, na zdjęciu to ten wysoki blondyn, który biegnie koło mnie, prowadzi również zajęcia z techniki biegania i sam kiedyś wyczynowo uprawiał ten sport. Byłam więc w dobrych rękach. Po trwającej ponad rok rehabilitacji po poważnej kontuzji kręgosłupa wróciłam do biegania w październiku. Spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu, wczesnym rankiem. Jesienią biegaczy było jeszcze całkiem sporo, ale im robiło się zimniej, tym więcej ich ubywało. Kiedy temperatury spadły poniżej zera, rano w parku mijałam się już tylko z… Moniką Olejnik;-). Dotrwałam do wiosny, a potem było już tylko łatwiej, bo cieplej. Zaczynamy zawsze od truchtu a potem ćwiczeń rozciągających, takimi sami ćwiczeniami kończymy. Kiedy mam jeszcze chwilę wolną, to, zaraz po bieganiu, jadę poćwiczyć z żoną Szczepana, Renią – to ta drobna brunetka po prawej. Renia dba już od jakiegoś czasu o moją kondycję i ćwiczyła ze mną będąc nawet w zaawansowanej ciąży. Bardzo się ucieszyłam że Renia i Szczepan zdecydowali się pobiec razem ze mną, bo miałam motywację i fachowe porady po drodze. Szczepan przez całe 10km nie dał mi zapomnieć o tym, że biegamy po najpiękniejszych polskich terenach, powtarzając co krok: „Ależ tu jest obłędnie!”. Trasa była faktycznie fantastyczna i bardzo urozmaicona: głównie drogi szutrowe, ale też leśne dukty i piaszczyste ścieżki, trudne do pokonania, szczególnie pod koniec biegu. Na szóstym kilometrze jeszcze miałam nadzieję na pobicie życiówki, czyli 54min, ale niestety trochę pod koniec osłabłam i ostatecznie dobiegłam w czasie 1,01h. Może rezultat nie powala, szczególnie w porównaniu z czasem zwycięzcy: 31min!!! (gratulacje Kuba!), ale pierwsze koty za płoty.

Mam nadzieję, że uda się wypromować Maraton Mazury jako wizytówkę Polski i w przyszłym roku ściągnie tu wielu zagranicznych zawodników, dziennikarze i stacje telewizyjne. Dobrze by było wykorzystać dobrą prasę po Euro i chwalić się tym, co mamy najlepsze: wspaniałą, jeszcze cały czas nieskażoną przyrodą, dobrą, opartą o naturalne produkty, polską kuchnią, gościnnością i otwartością. Tego właśnie szukają teraz turyści, umęczeni komercjalizacją, tłokiem i upałami południowej Europy. Przy okazji warto głośno dyskutować o tym, jak Mazury chronić, co robić ze ściekami, które spływają, nawet z największych hoteli prosto do jezior, jak zachęcić turystów, żeby zamiast śmiecić sprzątali (byliście kiedyś na Mazurach po sezonie? Wejście do lasów okalających jeziora to masakra! Przepraszam za dosłowność, ale w tym przypadku inaczej się nie da: są zasrane!). Dlaczego lokalne władze nie zabezpieczają specjalnych koszy na śmieci, nie sprzątają regularnie i nie karzą śmiecących? Dlaczego właściciele żaglówek nalewają paliwo do swoich silników z kanistrów na środku jeziora, rozlewając przy okazji dużą jego część? Dlaczego w nielicznych portach i przystaniach w zasadzie nie ma toalet i sanitariatów, a żeglarze myją siebie, swoje łódki i naczynia bezpośrednio w wodzie? Dlaczego w końcu na Mazurach wciąż organizuje się polowania z nagonką? Kiedy odwiedziłam Mazurski Park Krajobrazowy w listopadzie zeszłego roku mało nie padłam z wrażenia. W ciągu paru tygodni przybyło tu kilkaset!!! ambon. Bynajmniej nie po to, żeby ułatwić bezkrwawe polowania z aparatem…. Jak powiedział mi jeden z lokalnych mieszkańców (anonimowo, bojąc się konsekwencji ze strony myśliwskiego lobby…) polowanie z nagonką to „holokaust zwierząt”, niedopuszczalna procedura we współczesnym, cywilizowanym świecie. Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy widzi się zdjęcia łąk pokrytych trupami zwierząt i myśli o setkach innych, które niecelnie trafione, ranne dogorywają gdzieś w strasznych męczarniach w lesie… I to wszystko ponoć zgodne z prawem… O tym wszystkim chciałam rozmawiać, dlatego pobiegłam w Maratonie Mazury. Właśnie zaczęły się wakacje, turystów i śmieci coraz więcej, do sezonu polowań zostało parę miesięcy. Więc kiedy się za to zabrać jak nie teraz?

Wracam do gry!

Wracam do gry!!! Właśnie teraz z Agnieszką Radwańską, drugą rakietą Świata. Odbierając na kortach Wimbledonu nagrodę Agnieszka płakała. Miała ambicje na wygraną, ale czy ktoś przed rozpoczęciem turnieju spodziewał się aż tak wiele? Aga jesteś wspaniała! Pękałam z dumy oglądając ten finał. Dzięki Tobie. Nikt nie lubi przegrywać, ale przegrać z Sereną Wiliams i to w takim stylu i to z zapaleniem krtani to nie wstyd.

Ależ to było fascynujące sobotnie popołudnie! Usiadłam przed telewizorem bez specjalnie wysokich oczekiwań. Aga osiągnęła i tak już bardzo dużo – półfinał Wimbledonu. Pierwszy set nie przyniósł wielkich nadziei, ale drugi był FANTASTYCZNY! Trzeci obejrzałam na bezdechu. Polka przegrała, ale co to były za emocje! Dzięki Agnieszko! Jesteś wielka! Dziewczyna z Krakowa naprzeciwko prawdziwej maszyny z USA.

Pamiętam, kiedy spotkałam się dwa lata temu z Agnieszką na kortach w Sopocie. Byłam zaskoczona, że muszę wysoko zadzierać głowę w czasie wywiadu, chociaż nie jestem niska (170cm). Agnieszka jest smukła, ma obłędnie długie i zgrabne nogi, robi wrażenie, nie sposób jej nie zauważyć, a kiedy staje obok Sereny Williams w zasadzie jej nie widać. Jakaż ta Serena musi być w rzeczywistości ogromna! Samo to może już przeciwniczkę sparaliżować. Plus doświadczenie, lista osiągnięć i zer na koncie, sława, która od lat się za nią ciągnie… Serena przełamuje wszelkie standardy. To w końcu ona wystąpiła na okładce Sports Illustarted w kostiumie kąpielowym, chociaż zazwyczaj w takich sesjach oglądamy szczupłe modelki. Nie ukrywam, uwielbiam Serenę, jak pewnie wiele osób kochających tenis, pomimo tego, że jej gra jest mało finezyjna, siłowa, ale historia życia, determinacja, sportowy duch, osiągnięcia imponujące. Serenę uwielbiam ale Radwańską jeszcze bardziej!

Śledzę jej karierę od początku, zawsze trzymam kciuki, cieszę się kiedy znajduje chwilę na wywiad dla Dzień Dobry TVN. Bardzo się ucieszyłam kiedy w końcu weszła do pierwszej dziesiątki kobiecego tenisa, chciałam ją poznać, porozmawiać w cztery oczy. Udało się w Sopocie. Agnieszka chciała  zaprezentować się w sukience i szpilkach, ja marzyłam o wywiadzie na korcie i chociaż symbolicznej wymianie piłek z ósmą już wtedy rakietą świata. Żeby mieć co wnukom opowiadać;-). Oczywiście byłam gotowa ustąpić, ale Agnieszka zrobiła mi niespodziankę i zeszła do hotelowego lobby w dresie. Od razu zwróciłam uwagę na te słynne już, perfekcyjnie zrobione, czerwone paznokcie. Na finale Wimbledonu też takie miała… Ależ mocno trzymałam za nią kciuki, ależ głośno krzyczałam za każdym razem kiedy piłka trafiała w kort! Czułam się tak, jakbym oglądała finał Euro z udziałem Polaków, tylko transmisji w telewizji polskiej nie było…

Jest w moim tekście podniecenie i patos jak to zwykle w takich podniosłych chwilach bywa. Przepraszam za to, bo sama takiego stylu nie lubię, ale to w polskim sporcie moment historyczny, więc i mnie poniosło. Przepraszam też, że tak długo milczałam. Liczę na wyrozumiałość i mam nadzieję, że wszyscy, którzy musieli przeżyć egzaminy swoich dzieci do liceum mnie zrozumieją. Nie mogłam na niczym się skoncentrować. Teraz już w naszym szkolnym życiu  jest spokojniej. Egzaminy zdane i wybory dokonane. Mam nadzieję, że właściwe… A ja mogę wrócić do mojego bloga;-). Ps. Sukces polskich siatkarzy też przeżywam i docieniam baaardzo, żeby nie było…;-). Mam nadzieję na powtórkę na Olimpiadzie. Już wkrótce…